sobota, 25 października 2014

Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli?

Sobota

Dzisiejsze czytania: Ef 4,7-16; Ps 122,1-2.4-5; Ez 33,11; Łk 13,1-9

(Łk 13,1-9)
W tym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie. I opowiedział im następującą przypowieść: Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia? Lecz on mu odpowiedział: Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć.


 Do Jezusa przychodzą różni ludzie. Niektórzy przynoszą informacje o różnych wypadkach, jakie mają miejsce w ich miastach. W tym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Dla Jezusa jest to pretekst do wygłoszenia nauki: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie. Kiedy oglądamy serwisy informacyjne również zadajemy sobie pytania: Dlaczego? Jaki jest sens śmierci tylu osób? Dlaczego muszą mieć miejsca tragiczne wypadki, katastrofy lotnicze?,
Dlaczego w wojnach giną niewinni ludzie? Dlaczego matka zabija swoje dziecko? Dlaczego ludzie po alkoholu czy narkotykach siadają za kierownicą? To naturalne pytania...I ludzie zadają je sobie w różnych formach od tysięcy lat...

Naturalne jest również to, że z pytaniami przychodzi się do Jezusa. On daje nam odpowiedzi na wszystkie pytania, które nas nurtują...Odpowiada na nie przez pryzmat wiary...
To pytanie: Czy wszyscy, którzy zginęli byli większymi grzesznikami niż reszta? Rozbrzmiewa i dziś w kontekście niektórych zdarzeń...
Nie byli większymi grzesznikami...ale nie byli też mniejszymi grzesznikami...
Dlaczego? Ponieważ wszyscy jesteśmy grzesznikami...
Cierpienie i śmierć jest jednak konsekwencją grzechu...
Grzech zaś nie jest prywatną sprawą człowieka, ale jego konsekwencje rozlewają się na społeczeństwo.
Dlatego Jezus mówi: jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie.
Czy zatem nawrócenie jest gwarancją bezpieczeństwa? Z pewnością...ale wydaje mi się, że chodzi tu o nawrócenie w sensie nie tylko indywidualnym, ale globalnym. Wszyscy musimy się nawrócić...
Musimy się nawracać każdego dnia. W ten sposób konsekwencje nawrócenia będą rozlewać się na całe społeczeństwo. Potwierdza to złota zasada postępowania, o której również czytamy w Ewangelii.
"Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie!" To bardzo proste...

Nie chcesz by ktoś z Twoich bliskich był ofiarą pijanego kierowcy? Ty też nigdy nie siadaj za kierownicą po alkoholu...nawet po jednym piwie. Nie lubisz być oszukiwany? Nikt nie lubi. Zatem Ty też nie oszukuj...nawet w drobnych sprawach...w rodzinie, w gronie przyjaciół itp.
Najprostsze sprawy przychodzą nam jednak najtrudniej...Dlatego ciągle na świecie jest tyle zła...
To zło jest konsekwencją złych wyborów...Owszem wypadki się zdarzają...
Owszem są kataklizmy naturalne...wszystko to jednak w znaczeniu duchowym ma swój początek w grzechu...Dlatego właśnie potrzebujemy nawrócenia.

piątek, 24 października 2014

Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie?

Piątek

Dzisiejsze czytania: Ef 4,1-6; Ps 24,1-6; Mt 11,25; Łk 12,54-59


(Łk 12,54-59)
Jezus mówił do tłumów: Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: Deszcze idzie. I tak bywa. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: Będzie upał. I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne? Gdy idziesz do urzędu ze swym przeciwnikiem, staraj się w drodze dojść z nim do zgody, by cię nie pociągnął do sędziego; a sędzia przekazałby cię dozorcy, dozorca zaś wtrąciłby cię do więzienia. Powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, póki nie oddasz ostatniego pieniążka.

Współczesny człowiek nauczył się rozpoznawać wiele zjawisk, które zachodzą w świecie...
Meteorolodzy badają zjawiska zachodzące w atmosferze i określają jaka będzie pogoda.
Analitycy giełdowi śledzą rynki na całym świecie, określając w ten sposób trendy na giełdach.
Lekarze przy użyciu nowoczesnego sprzętu śledzą najdrobniejsze zmiany chorobowe w organizmie.
Pracownicy ośrodków sondażowych prognozują, która partia wygra wybory. 
Całodobowy monitoring w naszych miastach zapewnia nam bezpieczeństwo na ulicach.
Może się wydawać, że jesteśmy przygotowani na wszystko...i potrafmy przewidzieć wszystko.
Dlaczego zatem nie potrafimy rozpoznać czasów, w jakich żyjemy?
Jezus zarzucał współczesnym sobie dokładnie to samo...Rozpoznajecie pogodę...a nie rozpoznajecie znaków czasu...Jak widać w ciągu dwóch tysięcy lat niewiele się zmieniło...

Jezus nie przestał czynić cudów...Bóg mocno działa we współczesnym świecie...
W wielu miejscach bardzo mocno wieje Wiatr Ducha Świętego...Pomimo tego wielu ludzi ciągle nie chce uwierzyć...Oczywiście wielu ludzi jest zagubionych...Do nich trzeba dotrzeć...
Trzeba im powiedzieć o Bożej Miłości i zbawieniu, które jest dostępne na wyciągnięcie ręki.
Ale są też tacy, którzy po prostu nie chcą wierzyć...Ich serca są twarde...Żaden argument do nich nie przemawia...I co mamy począć w takiej sytuacji?

Myślę, że po prostu robić swoje...Dawać świadectwo...
Nie wdawać się w dyskusje...Zostawić polemikę....Odłożyć na półkę podręczniki apologetyki.
Pora przestać nauczać a zacząć świadczyć...z wiarą...z mocą...
Bo kropla drąży skały nie siłą, lecz częstym spadaniem.



 

czwartek, 23 października 2014

Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął.

Czwartek

 Dzisiejsze czytania: Ef 3,14-21; Ps 33,1-5.11-12.18-19; Łk 12,49; Łk 12,49-53

(Łk 12,49-53)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.
 
Wielu z nas myśli sobie, że życie chrześcijanina to sielanka...Chodzimy sobie do kościoła, modlimy się w swoich wspólnotach, śpiewamy "Chwalę Ciebie Panie i uwielbiam..." wznosimy ręce, klaszczemy...
i ogólnie jest atmosfera żywcem wyjęta z taniego landszaftu. Tymczasem to błędne myślenie, bo Jezus mówi w dzisiejszej Ewangelii:  Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. On nie przyszedł na ziemię, byśmy mogli śpiewać przy ognisku i trzymać się za ręce...
To nie komuna hippisowska. Hasła make love not war średnio tutaj pasują...
Jezus przyszedł rzucić ogień na ziemię...ogień, który z jednej strony daje ciepło, ale z drugiej będzie parzyć a nawet wypalać zło i grzech...Ewangelia, którą mamy nieść wszędzie, gdziekolwiek się pojawimy, ma rozpalać w sercach ogień...Tym ogniem jest pragnienie Miłości Bożej.
My również mamy płonąć...mieć zapał do głoszenia Dobrej Nowiny...Bo przecież nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli...Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Ogień, który przyszedł rzucić Chrystus...i który my - jako Jego uczniowie mamy rozniecać w naszych środowiskach. Jak to zrozumieć? Czy mamy z zapałem głosić Ewangelię, nawet za cenę konfliktów w naszych środowiskach? Dokładnie tak...

Bo kiedy decydujesz się na bycie uczniem Jezusa, możesz liczyć, że doświadczysz wszystkiego, ale nie doświadczysz jednego...nie doświadczysz "świętego spokoju". Jeżeli zatem chcesz mieć "święty spokój" to musisz zastanowić się, czy nadal chcesz być chrześcijaninem...To mocne słowa...ale ukazują pewną prawdę o tym, dlaczego często nasze życie wygląda tak a nie inaczej...

wielu z nas wyobraża sobie, że skoro wybrało Jezusa swoim Panem i Zbawicielem, to teraz powinna być teraz wielka sielanka. Cud, miód i orzeszki...Nie czarujmy się...Jezus mówi dziś: Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.

Konflikty z powodu bycia uczniem Chrystusa będą miały miejsce nawet w rodzinie...
Dotychczasowi przyjaciele odwrócą się...będą stukać się w głowę. Ludzie, którzy dotąd Cię cenili, nagle przestaną Cię rozpoznawać na ulicy...Czy masz odwagę postawić wszystko na jedną kartę?
Czy masz odwagę pozwolić, by ten ogień wszystko wypalił? Teraz i tu...nie jakieś wybrane sfery w życiu, ale wszystko...
Tutaj nie ma kompromisów...kompromis w przypadku ognia jest niemożliwy...
Ognia, który ciągle płonie...ognia, który ma niewiele wspólnego z fajerwerkami, które lansuje świat.
Są one efektowne...bez wątpienia...mamią oczy...robią dużo hałasu...ale szybko gasną...
i nie dają ciepła...choć przy odrobinie nieuwagi mogą wyrządzić sporą krzywdę.

Jakiego ognia chcemy doświadczać? Prawdziwego...nieugaszonego..
.takiego, który daje ciepło...ale również spala?
Czy może tylko sztucznych ogni...zimnych...krótkotrwałych...odległych...
wprawdzie mieniących się kolorami...ale nic konkretnego nie wnoszących do życia...



środa, 22 października 2014

Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.

Środa

Dzisiejsze czytania: Ef 3,2-12; Ps: Iz 12,2-5; Mt 24,42a.44; Łk 12,39-48

(Łk 12,39-48)
To rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. Wtedy Piotr zapytał: Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich? Pan odpowiedział: Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby na czas wydzielił jej żywność? Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. Lecz jeśli sługa ów powie sobie w duszy: Mój pan ociąga się z powrotem, i zacznie bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; każe go ćwiartować i z niewiernymi wyznaczy mu miejsce. Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą.

Dzisiejszy fragment z Ewangelii jest kontynuacją wczorajszych rozważań o byciu gotowym...
To rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. Dzień paruzji jest niespodziewany...I cokolwiek mówią liczni prorocy apokalipsy, tak naprawdę nie wiemy, kiedy Ten Dzień nastąpi...Jezus przyrównuje dzień przyjścia Syna Człowieczego do przyjścia złodzieja...gdybyśmy wiedzieli, kiedy ktoś się włamie do naszego domu, zabezpieczylibyśmy się. I często się zabezpieczamy...zakładamy systemy alarmowe, monitoring itp, łudząc się, że jesteśmy przez to bezpieczniejsi...A czy rzeczywiście jesteśmy? Nie sądzę...
Im bardziej my się zabezpieczamy, tym sprytniejsi stają się złodzieje...uczą się omijania zabezpieczeń, kradną kody pin z naszych kart kredytowych...itp...zawsze są o krok przed nami...

Potem możemy sobie zarzucać...że nie byliśmy dostatecznie przezorni...że pozwoliliśmy się okraść.
Kiedy byłem w szkole średniej, było włamanie na korytarz w moim bloku. Ukradziono mi rower górski.
Lubiłem go...był dla mnie cenny...no...i sporo jak na tamte czasy kosztował...
Po tym zdarzeniu zadawałem sobie setki pytań...co zrobiłem źle, że to się stało...dlaczego trzymałem go na korytarzu a nie w domu...przecież mogłem zapobiec tej kradzieży...Tak sobie tłumaczyłem...
Ale prawda jest taka, że nie mogłem tego przewidzieć...w ogóle nie przeszła mi przez głowę myśl, że może być włamanie na nasz korytarz...Ale to stało się...A ja nie mogłem temu zapobiec...

Spójrzmy teraz na to w kontekście dzisiejszej Ewangelii...naszego życia duchowego.
Nigdy nie będziemy dostatecznie gotowi na przyjście Pana...nie dostaniemy "cynku", że dziś jest ten dzień, więc trzeba posprzątać swoje sumienie.
Po prostu musimy żyć tak, jakby On miał przyjść za chwilę...
 Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby na czas wydzielił jej żywność? Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. 

Lecz jeśli sługa ów powie sobie w duszy: Mój pan ociąga się z powrotem, i zacznie bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; każe go ćwiartować i z niewiernymi wyznaczy mu miejsce. 

Możemy zatem przyjąć postawę sługi wiernego...spełniać wszystkie swoje obowiązki...
żyć w zgodzie z Bogiem...z Przykazaniami...z Ewangelią...
Możemy też "szaleć". Korzystać z życia w przyziemny sposób...Wyznawać zasadę "Hej, użyjmy żywota! Wszak żyjem tylko raz." Owszem dobrze jest się cieszyć życiem...ale nie można zapominać, że droga ucznia, to nie tylko przyjemności, rozrywki...musimy pamiętać, że uczeń nie może kurczowo trzymać "tego świata". Bo uczeń idąc za Chrystusem już nie jest z "tego świata".
Jeżeli ktoś nie akceptuje tego faktu..i będzie żył tak, jakby nie zdawał sobie sprawy, że kiedyś Pan powróci...to pewnego dnia...będzie niemile zaskoczony tym, co go spotka...

Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę.  Warto też zatrzymać się nad tym zdaniem. Kto znał wolę pana, ale nie postąpił zgodnie z jego wolą otrzyma wielką chłostę. A kto złamał zasady, nie wiedząc o nich poniesie małą chłostę.
Zatem kara dla osób, którym nie było dane poznać Wolę Pana będzie o wiele mniejsza niż tych, którzy świadomie dopuścili się przekroczenia zasad...którzy z premedytacją łamali Boże Prawo.
To duże pocieszenie dla tych, którzy z niezależnych od siebie przyczyn zbłądzili...bo nie mieli okazji doświadczyć innego życia...życia z Bogiem.

Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą. To też bardzo ważne...Dla mnie to zdanie po części wiąże się "wielu jest powołanych, ale niewielu wybranych". Sam fakt posiadania jakieś łaski, talentu wiąże się z pewnymi wymaganiami...
rozwijania, pielęgnowania, pomnażania...Ale...jeżeli coś dostajesz...to po prostu to masz...I Twoim zadaniem jest rozporządzić tym jak chcesz...oczywiście logika nakazuje by rozporządzać tym jak najlepiej...ale tutaj pozostawiona zostaje nam wolna decyzja.
Co innego ze zleceniem...Zlecenie to wyznaczenie konkretnego zadania...Postawienie Cię na środku i powiedzenie: Ty...jako konkretna osoba, znana z imienia i nazwiska...masz wykonać to...
Dostajesz zakres obowiązków i terminy, których musisz się ściśle trzymać i z których będziesz rozliczony. W tym wypadku nie ma kręcenia...nie ma prób wymigania się...
Tutaj trzeba po prostu działać...

Odnieśmy to wszystko do naszej wiary...Gdzie Ty teraz jesteś...w którym momencie życia?
Czy tylko przyjmujesz....bierzesz...?? Czy jesteś tym, któremu dano?
Czy może jesteś już na etapie realizowania zleceń?
Oczywiście jedno nie wyklucza drugiego...można ciągle coś dostawać...
Bóg codziennie obdarowuje nas swoimi Łaskami...ale daje nam też "zlecenia"...
Pamiętajmy o tym...

i bądźmy sługami, którzy poważnie podchodzą do obowiązków...
bo przecież nie znamy dnia ani godziny, kiedy Nasz Pan przyjdzie.


wtorek, 21 października 2014

Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie!

Wtorek

Dzisiejsze czytania: Ef 2,12-22; Ps 85,9-14; Łk 21,36; Łk 12,35-38

(Łk 12,35-38)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie! A wy [bądźcie] podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie.

Główna myśl z tego fragmentu Ewangelii? GOTOWOŚĆ.
Jezus mówi:  Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie!
Nasze życie na ziemi jest wędrówką, pielgrzymką.
Pielgrzym, to człowiek, który jest w drodze. Nie ma ze sobą nic, oprócz tego, co potrzebne.
Wie, że dziś przychodzi w jakieś miejsce, ale jutro rusza dalej.

Jezus podkreśla, że ważne jest OCZEKIWANIE. Tak, jak słudzy, którzy czekają na powrót Pana,
tak my powinniśmy być gotowi...i czekać na powtórne przyjście Jezusa. Czy to oczekiwanie powinno być pełne strachu? Nie...w żadnym razie!
OK...są różne proroctwa, które mówią o straszliwej karze...o sądzie...
a ludzie karmią się nimi i drżą ze strachu przed paruzją.
Człowiek wiary powinien nosić w sobie radość pierwszych chrześcijan.
Oni naprawdę czekali...dla nich całe życie było adwentem...
I modlili się "Marana Tha"... przyjdź Panie....A my - współcześnie modlilibyśmy się o to by Pan nie przychodził tak szybko :) Czemu? Boimy się czegoś? A może nie kochamy naszego Pana tak bardzo
i dlatego nie chcemy by przychodził?

Wrócę jednak do myśli pt. OCZEKIWANIE. Jakie ono ma być?
 Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. 
Mamy CZUWAĆ. W innym miejscu czytam o tym, że szczęśliwi będą słudzy, których Pan zastanie przy pracy. Wielu bowiem myśli sobie, że pewne sprawy można odpuścić...że na nawrócenie przyjdzie jeszcze czas...a potem...okazuje się, że jednak tego czasu było mało. Nawrócenie to ciągła praca nad sobą, to ciągły duchowy rozwój...To właśnie jest to: czuwanie....
Nie można powiedzieć sobie: osiągnąłem już szczyt rozwoju duchowego, wspiąłem się na wyżyny modlitwy...jestem dobrym chrześcijaninem. Teraz mogę trochę poluzować...

To błąd...stale trzeba czuwać...oczekiwać...pracować nad sobą...być gotowym.
Bo nie wiemy, kiedy Pan z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze.