środa, 18 maja 2016

Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami.

18 MAJA 2016

Środa

Dzień powszedni
Dzisiejsze czytania: Jk 4,13-17; Ps 49,2-3.6-11; J 14,6; Mk 9,38-40
(Mk 9,38-40)
Wtedy Jan rzekł do Niego: Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami. Lecz Jezus odrzekł: Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami.    
Nie ukrywam, że ten fragment z Ewangelii jest dla mnie zaskakujący...i przez długi czas nie rozumiałem o co dokładnie tutaj chodziło...Jan mówi do Jezusa, że jest jakiś człowiek, który wyrzuca złe duchy w imię Jezusa. I sugeruje Nauczycielowi by zabronić mu takich praktyk...Jezus zaś mówi: Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. OK...ktoś powie, ale przecież tutaj nie ma nic do nierozumienia...

Być może...mnie jednak ciężko było pojąć motywacje Jana...dlaczego tak bardzo zależało mu na tym, by Jezus zabronił czynienia cudów jakiemuś człowiekowi...W końcu jednak pojąłem o co chodziło.
To była zazdrość...zazdrość kojarzyć się może ze sprawami materialnymi...tutaj jednak mamy inny typ zazdrości. Zazdrość o charyzmaty...Często widoczne to jest w konfliktach między wspólnotami....
Widać to zwłaszcza w działalności ruchów tradycjonalistycznych, które atakują wspólnoty Nowej Ewangelizacji czy ruchy charyzmatyczne... dla tradycjonalistów modlitwa charyzmatyczna jest cudowaniem. Nie podoba im się klaskanie...wznoszenie rąk... flagowanie... tańce...
Bo uważają, że wszystko powinno być poważne... napompowane... a nie żywiołowe... radosne...
I słyszmy wtedy różne głosy typu: msza święta na stadionie to profanacja... perkusja w kościele to przesada. Msze dla dzieci to nadużycie liturgiczne... Tego typu reakcje... rzekoma troska o Kościół wcale nie służą budowaniu swojej wiary... a wręcz przeciwnie...

Kościół jest wspólnotą wspólnot... i powinno w nim być miejsce dla każdego...
bo każdy z nas ma inną ekspresję... inaczej przeżywa pewne sprawy
jedni modlą się żywiołowo.. .inni potrzebują wyciszenia...

Tworzenie podziałów nikomu nie służy...To zawołanie Jana...Panie zabroń mu tak czynić, bo on nie jest jednym z nas... można też odnieść do różnych środowisk przeciwnych ekumenizmowi...
do ludzi, którzy mają klapki na oczach i ciągle żyją w przekonaniu, że protestanci czy zielonoświątkowcy to ci gorsi... bo nie są katolikami... Tymczasem wszyscy wierzymy w to, że Jezus Chrystus jest Panem... i w Jego imię mogą w naszym życiu zdarzać się cuda... 

dlatego warto pamiętać o tym, co odpowiedział Jezus: nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami.

wtorek, 17 maja 2016

Gdy był w domu, zapytał ich: O czym to rozprawialiście w drodze? Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy.

17 MAJA 2016

Wtorek

Dzień powszedni
Dzisiejsze czytania: Jk 4,1-10; Ps 55,7-11.23; Ga 6,14; Mk 9,30-37
(Mk 9,30-37)
Po wyjściu stamtąd podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać.
Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: O czym to rozprawialiście w drodze? Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich! Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje mnie, lecz Tego, który Mnie posłał.

Jezus mówi o tym, co Go czeka w Jerozolimie. Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie. Uczniowie jednak nie rozumieją...
A może nie chcą zrozumieć...Bo mają inne sprawy na swoich głowach...Sprawy bardziej przyziemne.

Gdy był w domu, zapytał ich: O czym to rozprawialiście w drodze? Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. To ciekawe zdanie...
Jezus pyta: o czym rozmawialiście, ale dobrze wie o czym rozmawiali...Ten motyw przewija się na kartach Biblii. Bóg pyta człowieka...choć doskonale wie, co się z człowiekiem dzieje, w jakim stanie znajduje się jego serce. Pytał Adama: Gdzie jesteś? Ale wiedział gdzie jest...Tak samo teraz - w tym fragmencie - pyta uczniów: o czym rozprawialiście w drodze? Ale wie doskonale, że pokłócili się o to kto z nich jest najważniejszy...

Dlaczego zatem Jezus o to pytał? Dlaczego Bóg zadaje człowiekowi takie pytania? Może dlatego, bo chce by człowiek sam uświadomił sobie gdzie jest...co myśli...co jest w jego sercu...Tu nie chodzi o to by Bóg dostał odpowiedź...ale by człowiek stanął w prawdzie przed samym sobą...i sam sobie odpowiedział gdzie jest, co robi...o czym myśli...co zaprząta jego serce...

No właśnie...o czym rozprawiali uczniowie? O pierwszeństwie...O tym kto z nich najwięcej znaczy...
Kto jest największy...najważniejszy...To dyskusja i dziś obecna wśród nas...I może nie byłoby w tym nic złego, bo każdy z nas marzy o rzeczach wielkich...każdy z nas pragnie COŚ znaczyć...
ale zauważmy kontekst...Jezus mówi o ważnych sprawach...o swojej śmierci i zmartwychwstaniu.

A oni...niczym małe dzieci...kłócą się o to kto z nich jest tym NAJ....najlepszym...najważniejszym...najpierwszym...

Jezus zatem wyjaśnia im jak to jest z byciem pierwszym...
Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich! 
Być pierwszym to nie jest przywilej...to odpowiedzialność.
Być pierwszym...to być sługą...

poniedziałek, 16 maja 2016

Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

16 MAJA 2016

Poniedziałek

Święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła
Dzisiejsze czytania: Rdz 3,9-15.20 lub Dz 1,12-14; Ps 87,1-3.5-6; Łk 1,28; J 2,1-11 lub J 19,25-27
w święto Matki Kościoła wsłuchujemy się w teksty o obecności Maryi w życiu Kościoła.

(Dz 1,12-14)
"Gdy Jezus został wzięty do nieba, Apostołowie wrócili do Jerozolimy z góry, zwanej Oliwną, która leży blisko Jerozolimy, w odległości drogi szabatowej. Przybywszy tam weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i Jan, Jakub i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, /brat/ Jakuba. Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego."
We fragmencie z Dziejów Apostolskich czytam: "Trwali jednomyślnie" Przebywali wszyscy razem.
Apostołowie, niewiasty, Maryja i inni...sporo osób...ale obecność Matki Jezusa jest warta podkreślenia, bo Jej misja nie skończyła się na urodzeniu Mesjasza...nie skończyła się na wychowaniu Go, ale trwa nadal...po Jego śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu oczekuje wraz z uczniami na nadejście obiecanego Pocieszyciela. Jest bowiem Matką rodzącego się Kościoła.
Skąd wiemy, że jest Matką Kościoła? Bo zapowiedział to sam Jezus z krzyża o czym mówi dzisiejsza Ewangelia.

(J 19,25-27)
"Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie."
Jezus mówiąc do Jana - oto Matka Twoja...ma na myśli nie tylko swojego umiłowanego ucznia, ale również wszystkich innych - cały Kościół. Wszystkie pokolenia chrześcijan obok Chrystusa zawsze będą czcić Jego Matkę, która...zawsze będzie opiekować się Kościołem.

niedziela, 15 maja 2016

Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu.

Niedziela

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego
Dzisiejsze czytania – msza wigilii: Rdz 11,1-9 lub Wj 19,3-8a.16-20b lub Ez 37,1-14 lub Jl 3,1-5; 104,1.24.29-31.34; Rz 8,22-27; J 7,37-39; msza w dzień: Dz 2,1-11; Ps 104,1.24.29-31.34; 1 Kor 12,3b-7.12-13; J 20,19-23
Dziś chcę się zatrzymać na dwóch fragmentach...Pierwszy - z Księgi Rodzaju - odczytany był w wigilię Święta Zesłania Ducha Świętego...drugi - z Dziejów Apostolskich - w Niedzielę Zesłania Ducha Świętego. Choć z pozoru różne teksty...coś jednak je łączy...zobaczmy sami...

Msza wigilii

(Rdz 11,1-9)
Mieszkańcy całej ziemi mieli jedną mowę, czyli jednakowe słowa. A gdy wędrowali ze wschodu, napotkali równinę w kraju Szinear i tam zamieszkali. I mówili jeden do drugiego: Chodźcie, wyrabiajmy cegłę i wypalmy ją w ogniu. A gdy już mieli cegłę zamiast kamieni i smołę zamiast zaprawy murarskiej, rzekli: Chodźcie, zbudujemy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi. A Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie, i rzekł: Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego! W ten sposób Pan rozproszył ich stamtąd po całej powierzchni ziemi, i tak nie dokończyli budowy tego miasta. Dlatego to nazwano je Babel, tam bowiem Pan pomieszał mowę mieszkańców całej ziemi. Stamtąd też Pan rozproszył ich po całej powierzchni ziemi.

Msza w dzień

(Dz 2,1-11)
Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami? - mówili pełni zdumienia i podziwu. Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? - Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie - słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże.

W wigilię Zesłania Ducha Świętego wsłuchujemy się w historię budowy Wieży Babel...
Myślę, że każdy z nas zna historię pomieszania języków...ale spójrzmy na ten tekst w sferze ducha.
Chodźcie, wyrabiajmy cegłę i wypalmy ją w ogniu. A gdy już mieli cegłę zamiast kamieni i smołę zamiast zaprawy murarskiej, rzekli: Chodźcie, zbudujemy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi.
Wieża, której wierzchołek miał sięgnąć nieba...To swego rodzaju wyzwanie rzucone Bogu...
próba zrealizowania tego, co obiecał szatan w Raju. - Będziecie jak Bóg...Dziś takim budowaniem wieży, która sięga nieba jest wszelkiego rodzaju działalność naukowa, która jest sprzeczna z Prawem Bożym.
Technika...Inżynieria...Architektura...i inne nauki...same w sobie nie są złe...dopóki nie przekraczają pewnych granic, które wyznacza etyka. Ale kiedy nauka przeradza się w zabawę w Boga...człowiek wchodzi na niebezpieczne tereny...Spójrzmy dalej na ten fragment: A Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie, i rzekł: Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Widzimy, że pomieszanie języków było swego rodzaju "prewencją" ze strony Boga. Parafrazując: "Jeżeli teraz czegoś się nie zrobi, w przyszłości ludzi nic już nie powstrzyma".

Wielkie ambicje człowieka...oczywiście te negatywnie rozumiane...doprowadziły do rozproszenia.
Doprowadziły do podziałów na różne języki. Oczywiście nie można tej historii traktować dosłownie.
To pewna metafora autora natchnionego....Ale ogólny sens jest taki. Wszelkie podziały międzyludzkie, wynikają z dążenia człowieka do podporządkowania sobie świata...za wszelką cenę...
wszelkimi możliwymi środkami.

No...ale jest też Pięćdziesiątnica...To swoisty Antybabel...Zgromadzeni w Wieczerniku oczekują wypełnienia się obietnicy. Kiedy Duch Święty zstępuje na uczniów: zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. Przebywający w tym czasie pielgrzymi, rozumieli, co mówią Apostołowie, mimo że tamci nigdy nie uczyli się języków obcych. Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami? - mówili pełni zdumienia i podziwu. Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? - Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie - słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże. Głosili wielkie dzieła Boże. To kolejne przeciwieństwo wydarzeń ze Starego Testamentu. Tam ludzie chcieli dorównać Bogu...chcieli by to wszyscy chwalili ich dzieła...
by podziwiali ich osiągnięcia....ale od Zesłania Ducha Świętego harmonia wróciła. Nastąpiła jedność...i zrozumienie...Chciejmy zatem i my...by cuda Pięćdziesiątnicy dokonywały się w nas.

sobota, 14 maja 2016

Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej!

Sobota

Święto św. Macieja Apostoła

Dzisiejsze czytania: Dz 1,15-17.20-26; Ps 113,1-8; J 15,16; J 15,9-17

(J 15,9-17)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.

Jezus mówi do swoich uczniów. Z Jego nauczania możemy wyciągnąć kilka ważnych dla nas myśli.
Całość można jednak sprowadzić do zalecenia wzajemnej miłości. Już na początku Jezus mówi:
Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Jego miłość do nas jest przeniesieniem miłości Ojca do Niego...Miłość nie może zatem zostać zatrzymana...nie może stać w miejscu...ale musi być posyłana dalej...Miłość zamknięta...ograniczona...staje się swego rodzaju egoizmem...
Wspólnoty zaś zmieniają się w kółka wzajemnej adoracji.
Wytrwajcie w miłości mojej! można się zastanawiać: co znaczy wytrwać w miłości...
Przecież dziś nie ma nic trwałego...Świat uczy, że kiedy nie układa się w związku, można się rozejść...
zatem jeżeli tak łatwo w codziennym życiu się "odkochać"...to jak tu wytrwać w miłości do Jezusa?
Jak wytrwać w Jego miłości?  Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. 
Oto odpowiedź...Chcesz wytrwać w Jego miłości? Zachowuj przykazania...I w drugą stronę: Jeżeli będziesz zachowywać przykazania, będziesz trwać w Jego miłości. Dlaczego? Bo On daje nam przykład:
zachowuje przykazania swojego Ojca...i w ten sposób trwa w Jego miłości.

To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna.
Trwanie w miłości poprzez zachowywanie przykazań jest gwarancją radości...
Ale nie takiej zwykłej, prostej radości...która kiedyś się skończy...Jezus podkreśla: aby radość wasza była pełna. Co to znaczy pełna? No chyba wgłębiać się w to słowo nie muszę :) 
Pełna radość to radość na 100% Nie jakaś radość na pół gwizdka...radość płytka...powierzchowna...
Ale radość, która przenika całego człowieka...i nigdy się nie kończy...

 To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. 
Jezus mówi, że zachowywanie Jego przykazań prowadzi do "wytrwania w Jego miłości".
A Jego przykazaniem jest wzajemna miłość...Zatem by trwać w Jego miłości, wystarczy tak niewiele.
Kochać innych...Tak niewiele...i tak wiele zarazem...Co zostaje mocniej podkreślone w kolejnym zdaniu:
Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Oddać życie za przyjaciół swoich...I wcale nie chodzi o odczytanie tych słów dosłownie...Choć bez wątpienia znakiem największej miłości do przyjaciół jest zasłonić ich swoim ciałem...poświęcić dla nich swoje życie.
Ale spójrzmy na to zdanie z punktu widzenia naszej codzienności...Każdy z nas może oddać swoje życie za przyjaciół w zwykły, szary dzień. Kiedy poświęcasz jakąś część swojego życia...kiedy na przykład rezygnujesz z ulubionego programu w TV by pomóc przyjacielowi w przeprowadzce...
Gdy pożyczasz mu pieniądze, mimo że odkładasz od kilku miesięcy na egzotyczne wakacje...
Gdy przyjeżdżasz do przyjaciela w środku nocy, by go wysłuchać...pocieszyć...
Przykłady można mnożyć...Każdy może znaleźć taką sferę w życiu, gdy oddaje jakąś cząstkę siebie, dla drugiego człowieka. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. 
Jezus zapewnia nas...że to my jesteśmy Jego przyjaciółmi...
Myślę, że dał nam najlepszy dowód swojej przyjaźni do nas...umierając z nas...
Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.
On naprawdę oddał za nas życie...w pełnym rozumieniu tego słowa...To powinno nam każdego dnia uświadamiać ogrom JEGO MIŁOŚCI.

 Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. To również ważna myśl...On nie nazywa nas sługami...nazywa nas przyjaciółmi...sługa służy swemu Panu...przyjaciel siedzi z Nim przy stole.
Oto różnica...dlatego przestańmy czuć się jak słudzy...przestańmy być niewolnikami przed Nim...
Bądźmy świadomi tej godności, do jakiej On nas wywyższył...Jesteśmy Jego przyjaciółmi....

 Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To nie my wybraliśmy Jego...Ale to On wybrał nas...To nie był nasz wybór by pójść za Nim...
by słuchać Jego głosu...Ale to On stanął kiedyś na drodze naszego życia i powiedział: Bądź moim uczniem...
Bądź moim przyjacielem...To powołanie miało jednak konkretny cel: abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał. Abyśmy szli...i owoc przynosili. Szli...nie stali w miejscu...rozwijali się....
I aby ten rozwój był widoczny...w konkretnych owocach....i aby te owoce trwały...
Jakie będą tego skutki? aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje.
A co to znaczy wszystko? Wszystko to znaczy wszystko....Zatem możemy śmiało prosić Ojca o WSZYSTKO w imię Jezusa...nie o jakieś wybrane sprawy...bo o inne nie wypada...
Możemy prosić o WSZYSTKO.

Pamiętajmy o tym...i o najważniejszym dzisiejszym przesłaniu: To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.